Jak szybko możesz schudnąć 10 kg? To zależy jak długo chcesz ważyć mniej ;) Jeśli Twoim celem jest jak najszybsze schudnięcie, to prawdopodobnie wcale nie potrzebujesz dietetyka – wystarczy zastosować restrykcyjną dietę, ilość kalorii 1200 i mniej. Deficytu kalorycznego nie oszukasz szybki efekt murowany! Jeśli o to chodzi – do dzieła, podziękuj ładnie za darmową poradę i nie trać czasu na dalsze czytanie ;)

Jeśli czytasz dalej to prawdopodobnie mamy jednak o czym porozmawiać ;) Zasada jest prosta (prosta≠łatwa) – im szybciej chudniesz, tym szybciej dopadnie Cię efekt jo-jo. Jeśli jednak wolisz świadome życie, w którym zapach czekolady nie decyduje o Twoich wyborach, a cyferka na wadze z rana nie definiuje tego, czy Twój dzień będzie udany – może warto jednak zacząć mądrze i poczekać na efekt?

Nie licz zbyt dużo!

Matematyka to królowa nauk – nie da się z tym nie zgodzić. Jednak zbyt duże przywiązywanie uwagi do liczb – dat, czasu, cyferek na wadze jest jednym z najczęstszych i najpoważniejszych błędów w odchudzaniu. Lepszym, bardziej miarodajnym parametrem mówiącym o postępach jest ubytek centymetrów w obwodach i zmiana składu ciała. Sama masa ciała mówi nam tyko ile ważą nasze tkanki, dopiero analiza ich zawartości w ciele zmierzona metodą bioimpedancji i zmierzenie obwodów da nam pełny jego obraz.

Nie poddawaj się!

Najczęściej na początku nasza motywacja jest bardzo duża – jesteśmy gotowi na wszystko i skłonni do wielu wyrzeczeń. Wprowadzamy treningi, stosujemy się do zaleceń. Masa ciała maleje, a nasze ego rośnie. Myślimy wtedy, że ten stan utrzyma się już zawsze, a cel wydaje się bardzo realny do spełnienia… Przychodzi jednak taki moment, kiedy okazuje się, że przestaliśmy chudnąć. A do celu jeszcze długa droga. To trudny czas i bardzo często rozstrzyga o tym, czy terapia się powiedzie. To moment, w którym bardzo łatwo jest się poddać stwierdzając, że „dieta nie działa”. Dodatkowo przychodzą do nas pokusy, którym wcześniej bez problemu się opieraliśmy. Do diabła z tą dietą…

Poczekaj!

Czasem trzeba po prostu zacisnąć zęby i poczekać. Oczywiście nie z założonymi rękami ;) Pracuj i uzbrój się w cierpliwość. Efekt przyjdzie, waga ruszy. Przeczekaj to, nie wpatrując się desperacko w cyferkę na wadze. Może to potrwać tydzień, dwa lub nawet 4. Kojarzysz tę historię o szklance wody, która jest stosunkowo lekka, jednak gdy trzymasz ją przez kilka godzin, sprawia, że nie czujesz ręki z bólu? Im dłużej wpatrujesz się w cyferkę na wadze tym trudniej będzie Ci przez to przebrnąć. Wiem, że szybki efekt i ubranie wymarzonej sukienki na wesele lub zrobienie dobrego wejścia w nowej pracy jest bardzo motywujące. Każdy z nas lubi robić wrażenie i nie ma w tym nic złego. Myślę jednak, że cieszenie się fajną sylwetką jednocześnie wyrabiając zdrowe nawyki i zyskując spokój ducha to sprawa jeszcze ważniejsza. Poczekaj ;)

Porozmawiaj z dietetykiem

Jeśli odchudzasz się pod okiem dietetyka, na pewno zależy mu na tym, abyś zbliżał się do celu. Ustalcie wspólnie, jaki czas dajecie sobie na „ruszenie” wagi i w jaki sposób najlepiej to zrobić. Zależnie od przyczyny tego stanu, sposób działania będzie inny. Jeśli udało Ci się już zrzucić kilka kilogramów, a kaloryczność diety wciąż jest taka sama, być może warto nieco ją obniżyć, aby dostosować się do aktualnych potrzeb organizmu. Natomiast gdy kaloryczność jest już niska – stosuje się czasem czasowe jej zwiększenie, a by „podkręcić” metabolizm, a następnie ponownie stopniowo ją zmniejszać.

Przyjrzyj się swoim treningom!

Podobnie jak z dietą, po dłuższym czasie stosowania tego samego treningu, szczególnie jeśli ćwiczymy wciąż te same partie ciała, organizm przyzwyczaja się do określonych ćwiczeń. Warto nieco zmodyfikować trening – zwiększyć intensywność wykonywanych ćwiczeń, liczbę powtórzeń lub trenować z większym obciążeniem. Jeśli ćwiczymy na siłowni, warto poprosić trenera o pomoc w dopasowaniu nowego planu treningowego. Pozwoli to zaoszczędzić czas spędzony na bezskutecznych treningach oraz nie spowoduje niepotrzebnej frustracji spowodowanej brakiem efektów.

Po co Ci to odchudzanie?

Taki „kryzys” to dobry moment na zadanie sobie pytania „dlaczego właściwie to robię?” i ustalenie jeszcze raz konkretnego celu.
Czy zależy mi na tym, aby do wesela schudnąć 10kg? Może po prostu chcę być chudsza od koleżanki
z pracy? Albo być zwyczajnie szczupła, choć nie wiem do końca, co to znaczy – może po prostu… ważyć jak najmniej! Jakby nie liczyć, ile tabelek i algorytmów nie stworzyć, „jak najmniej” to jednak nie liczba. Jeśli nie wiesz, ile dokładnie chcesz schudnąć, nie wiesz też na jak długi czas „oczekiwania” na efekt się przygotować. Jeśli masz do zrzucenia więcej, np. 20 kg, a wesele koleżanki za miesiąc, im prędzej powiesz sobie, że jednak nie zdążysz, tym lepiej.
A może wolisz wyrobić zdrowe nawyki, które zostaną z Tobą na zawsze? Przejść obok dużej pepperoni obojętnie, nie mając poczucia, że to wielkie pachnące serem koło rządzi Twoim życiem?
I czuć się dobrze, zdrowo i swobodnie? ;)