Nie jestem ekspertem  z dziedziny organizacji czasu, jednak jeśli chodzi o prokrastynację, czuję, że do niedawna wygrywałam tę konkurencję.  Dzięki niemałej pracy nad sobą udaje mi się (częściowo) zapanować nad tym zgubnym i mało przyjemnym nawykiem.

Dlaczego wciąż odkładamy wszystko na ostatnią chwilę?

Wcale nie przez lenistwo! Choć tak często o sobie myślimy. Leniwy człowiek to taki, który czerpie ze swojej bierności przyjemność. Jednak jeśli to czytasz – zapewne nie jest Ci z nią dobrze.

U mnie najczęstszą przyczyną odkładania rzeczy na później jest strach przed tym, że nie poradzę sobie z zadaniem, które mam do wykonania. Najczęściej okazuje się, że cel, który sobie postawiłam jest zbyt ogólny i wydaje się bardzo trudny do zrealizowania. Jeśli mój cel brzmi „wymyśl 2 fajne przepisy” – możecie się ich spodziewać najwcześniej za tydzień. I zapewne nie będę z nich zadowolona. Co to znaczy „fajny”? Ale gdy wysilę się trochę bardziej i zapiszę go tak: „do piątku stwórz 2 przepisy na dania z indyka, odpowiednie dla osób z insulinoopornością” – to brzmi jak sensowny plan.

Zaczynam od łatwych zadań

Zawsze staram się zacząć od 1-2 zadań, które mogę zakończyć za jednym „przysiadem” i niezajmują więcej niż godzinę. Wykreślanie wykonanych punktów w planie daje mi dużego kopa do dalszej pracy. Czuję wtedy większą moc sprawczą i kontrolę nad tym, co mam jeszcze do zrobienia. Następne zadania idą wtedy zdecydowanie bardziej gładko.

Przeskakuję z jednego zadania na drugie

Może wydawać się to sprzeczne z zasadami życia ludzi sukcesu, ale u mnie się sprawdza (paradoks, prawda? ;P). Szczególnie w pracy twórczej mój mózg męczy się zanim jeszcze się rozpędzi. Wtedy lubię mieć dwa zadania, które robię naprzemiennie – jedno łatwiejsze, wymagające mniejszego nakładu kreatywności, a drugie trudniejsze, większe. Nie odrywam się wtedy od pracy, narażając na wszelkie rozpraszacze, a jednocześnie przy jednym zadaniu mój mózg odpoczywa od drugiego. Przykładowo uczestnicząc w zajęciach, najlepiej przyswajamy informacje, które usłyszymy na początku i na końcu. Kiedy przeskakujemy z jednego zadania na drugie – początków i końców jest kilka, a my mamy szansę na wykorzystanie większych pokładów energii.

Robię przerwy

Nie oszukasz mnie, ani swojego szefa, że potrafisz wysiedzieć na pośladkach 8 godzin bez przerwy, w totalnym skupieniu. Wielogodzinne wykłady na uczelni skutecznie przekonały mnie, że to niemożliwe i niehumanitarne. Dlatego ważne jest robienie regularnych przerw. Jeśli pracujesz przy komputerze – przeglądanie fejsa wcale Cię nie zrelaksuje – lepiej opuść miejsce pracy choć na chwilę.

Korzystam ze wspomagaczy

Mam na myśli same legalne środki ;> jak na przykład metoda „Pomodoro”. To technika stworzona przez Włocha, Francesco Cirillo, a jej nazwa pochodzi od minutnika kuchennego w kształcie pomidora. Podoba mi się to dietetyczne powiązanie, jednak zwykły telefon komórkowy z minutnikiem wystarczy. Technika polega na ustawieniu minutnika na dokładnie 25 minut – to mój czas na skupienie się tylko na JEDNYM zadaniu i TYLKO na nim. W tym czasie nie robię żadnych przerw, nie wchodzę na social media, nie odbieram mało ważnych telefonów. To tylko 25 minut. Po tym czasie robię sobie 5 minut przerwy na zaparzenie herbaty, wykonanie krótkiego telefonu itp. Następnie ponownie ustawiam minutnik na 25 minut. Zwykle robię 3-4 takie „serie”. Pozwala mi to na szybkie posuwanie się do przodu w swojej pracy. 25 minut to dość krótki czas, dlatego w chwilach, kiedy przychodzą mi do głowy myśli o przerwaniu pracy, łatwiej jest „wytrzymać” jeszcze te kilka minut.

Po prostu to robię

To tak jak z treningiem – jeśli zaczynam rozważać za i przeciw zawsze znajdzie się jakiś powód, aby zaniechać działania. Dlatego bez zbędnego zastanawiania się, czy to odpowiedni moment – siadam i zaczynam działanie – zawsze jest opcja, że nie wyjdzie. Ale dopóki działasz – to już trochę tak jakby wyszło ;)